ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Slide 1

Nasze spotkania

16.11.2016
Na dzisiejszym spotkaniu dalej kontynuowaliśmy czytanie „Słodkich kłamstw - 24 godziny na dobę”. Udało nam się omówić dziś aż trzy kłamstwa. Jedno z nich odnosiło się do różnych przesądów,

Więcej…

Nasze inicjatywy

Chata na Zagrodach

3 Niedziela Zwykła B

Opublikowano: niedziela, 25, styczeń 2015 15:42

/Sucha, Krzywica 2015

Szymon, słuchaj! Zostaw to wszystko i chodź!
Andrzej, ty tak samo, chodź, pójdziemy razem!

Bracia i Siostry,
Być może w takich lub podobnych słowach, nastąpiło to słynne powołanie, o którym nas informuje św. Marek w dzisiejszej Ewangelii. Jezus obchodząc bowiem okolice jeziora Galilejskiego nie szukał raczej wyszukanych słów i uczonych sposobów mowy, by się porozumieć ze spotykanymi tam ludźmi. Uczeni byli w Jerozolimie,

i Jezus z nimi też rozmawiał, zapewne w trochę bardziej sprecyzowanym stylu. Ale tam w Galilei nad jeziorem mieszkali ci uważani za zwyczajnych, niczym się nie wybijających. Tacy jak św. Józef, umiejący coś tam zmajstrować, zreperować i tacy jak Szymon i Andrzej, czy Jakub i Jan łowiący ryby. DO nich właśnie zwraca się Jezus. Możemy sobie próbować różnie wyobrażać tę scenę. Na jednym z filmów biblijnych, który oglądałem już jakiś czas temu, reżyser ukazał ten moment powołania w taki sposób, że Jezus będąc blisko Jeziora i widząc tych właśnie późniejszych uczniów w łodzi, krzyknął w ich stronę, a gdy oni odwrócili do Niego, wówczas delikatnie pokazał palcem „chodźcie tutaj” i przyszli i tak się zaczęło. Tak zwyczajnie, tak normalnie, bez wzniosłych nauk, one też były, ale już później.
Kochani, czytając tę Ewangelię kilka dni temu, nasuwały mi się myśli, że Bóg właśnie czasem tak zwyczajnie, tak normalnie do nas przemawia. My byśmy może chcieli jakichś samych podniosłych chwil, czegoś wyjątkowego, jak ci starotestamentowi hebrajczycy – śpiewający: niebiosa rosę, spuście nam z góry, lub niech się otworzy ziemia i wyda Zbawiciela, podczas, gdy On spokojnie rodzi się jako małe dziecko, w zwyczajnej stajence gdzieś tam w niewiele znaczącym Betlejem. Mesjasz – Pan przychodzi tak zwyczajnie.

Ks. Jan Twardowski w jednej ze swoich broszur pt: „Jak żyć” pisał:
Nasz Pan Jezus –
rodzi się gdzieś w zapadłej dziurze prowincjonalnej,
otacza się biedakami, naucza tylko 3 lata, a potem zostaje zabity jak zbrodniarz.
Był jednak postacią naprawdę niezwykłą.
Kiedyś w takiej dziurze prowincjonalnej, zabitej deskami powiedział ludziom: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.” Powiedział słowa niezrozumiałe wtedy dla nikogo.
Dziś miliony ludzi są na świecie ochrzczone,
cokolwiek powiedział, sprawdza się w życiu.
To jest niezwykłe.

Nauczając powołał sobie Apostołów, którzy niejako porwani Jego nauką poszli dosłownie na krańce świata po Jego śmierci rozgłaszając co widzieli i słyszeli. Apostołowali wszędzie, gdzie się znaleźli: zarówno w żydowskich synagogach, jak i w innych miejscach. Mówili o Jezusie jak dzisiaj wspomniany prorok Jonasz po ulicach miast, w różnych miejscach publicznych, nawet na areopagu w Atenach, jak w przypadku św. Pawła. Usłyszeli pójdźcie za Mną, zostawili więc dotychczasowe zajęcie i poszli.

Ciśnie się tu na usta słowo: powołanie. Powołanie – to tajemnica, która rozgrywa się zawsze między człowiekiem a Bogiem. Bóg jest tym, który wzywa, człowiek daje odpowiedź. Bóg się nie narzuca, lecz wybiera odpowiedni czas i pyta, kołacze, daje człowiekowi czas do namysłu i cierpliwie oczekuje na odpowiedź. Ten wielki dialog, ta rozmowa, a niejednokrotnie kłótnia z Bogiem ma miejsce głęboko w sercu człowieka, któremu czasem może trudno jest to wezwanie przyjąć, z lęku przed nieznanym tym, co go czego, z obawy co powiedzą rodzice, rówieśnicy, czy co sobie o mnie pomyślą koledzy.
Powołanie – tak wiele może czasem chcielibyśmy wiedzieć, jak to się dokonuje w przypadku poszczególnych ludzi dzisiaj. Często pada to pytanie z różnych stron w stronę kapłana, siostry zakonnej; jak to się stało? No właśnie, są czasem spektakularne powołania, bardzo specyficzne, ale najczęściej dokonują się one w bardzo zwyczajny sposób, jak to powołanie Szymona, czy Jakuba i Jana. Po prostu Jezus wzywa i w głębi serca daje do zrozumienia, że pragnie całkowitego powierzenia się Jemu. I wtedy już tylko wystarczy pozwolić Mu się prowadzić.

Pójdźcie za mną,
- to wezwanie z dzisiejszej Ewangelii skierowane w pierwszym rzędzie do Apostołów, dzisiaj kapłanów i osób zakonnych. To ich Chrystus wzywa do pójścia w Jego ślady dosłownie. Do opuszczenia domu, dotychczasowych zajęć i prac, by rozgłaszać chwałę Bożą po świecie. By nieść Chrystusa tym, do których zostaną posłani. Modlimy się, aby i wśród nas tu obecnych znaleźli się młodzi ludzie gotowi pójść za Jezusem, jeśli ich o to poprosi, podobnie jak poszedł Andrzej i Szymon, czy Jan i Jakub.
Ale,
Pójdźcie za mną,
- to także wezwanie skierowane do nas wszystkich tu obecnych, a także do tych, których tu dziś wśród nas nie ma. Każdego z nas Chrystus prosi: wędrujcie przez życie moimi drogami, Bożymi drogami, nie byle jak.
I wreszcie możemy na to Jezusowe wezwanie
Pójdźcie za mną,
- popatrzeć w perspektywie obecnego tygodnia, czyli czasu modlitwy o jedność chrześcijan. Chrystus nam wszystkim;
zarówno katolikom, jak i prawosławnym, czy protestantom i ewangelikom mówi te same słowa:
Pójdźcie za mną,
-jeśli to naprawdę uczynicie, to i między sobą potraficie się porozumieć, a przynajmniej się wzajemnie nie krzywdzić.

Niech więc drodzy Siostry i Bracia stoi nam dziś przed oczyma to Jezusowe wezwanie Pójdźcie za mną, starajmy się je każdy odczytać w odniesieniu do własnej osoby, każdy względem siebie, bo różne są sytuacje w których się znajdujemy, ale przecież każdy z nas winien iść- i mam nadzieję, że chce to czynić – że chce wędrować w stronę Jezusa, w stronę Boga, w stronę nieba.

Amen.