ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Slide 1

Nasze spotkania

7.12.2017
Na dzisiejszym spotkaniu odwiedził nas specjalny gość, a mianowicie Święty Mikołaj. Jak za dawnych czasów Mikołaj obdarowywał ludzi prezentami, tak i nas obdarował dziś różnymi prezentami, ale żeby nie było tak łatwo to dla każdego pomocnicy Świętego Mikołaja przygotowały różne zadania. Więcej…

Nasze inicjatywy

Chata na Zagrodach

4 Niedziela Wielkiego Postu C

Opublikowano: niedziela, 10, marzec 2013 20:15

/Ruczaj 2013/

/przypowieść o synu marnotrawnym/

 

Pozostać przy Bogu, czy żyć na swoją rękę?

- to pytanie zadaje sobie dziś wielu młodych, ale i dorosłych ludzi.

 

Pozostać przy Bogu, czy żyć na swoją rękę?

W obecnym świecie, który nas wręcz zasypuje różnego rodzaju propozycjami i pomysłami na życie, w tak wielu przypadkach życie w bliskości z Chrystusem staje się tylko jedną z wielu propozycji i pomysłów na palecie ówczesnego świata, często propozycją niezbyt atrakcyjną, bo nie reklamowaną ani w telewizji, ani w internecie, ani na bilbordach. Nie promowaną w gazetach, raczej wyśmiewaną

Czy zatem warto pozostawać przy Bogu, czy może skorzystać z tej jakże bogatej oferty alternatywnych pomysłów?

Przecież widzimy jak wielu te alternatywne pomysły wybiera…

W tej przypowieści o synu marnotrawnym, czy jak czasem mówimy też – o miłosiernym ojcu widzimy najpierw przestrogę; na przykładzie marnotrawnego syna Jezus nam pokazuje, że te różne prywatne pomysły na życie często marnie się kończą. Ten syn wyjadający strąki ze świńskiego koryta raczej nie tak zamierzał ułożyć sobie życie… Miało być piękne, kolorowe, radosne, pełne rozrywki, zabawy… i przez chwilę takie było.

Ale pomysł ten okazał się bardzo krótkowzroczny. Na dłuższą metę ten pomysł na życie okazał się pomysłem żałosnym… mogło to różnie się skończyć, na szczęście ten człowiek dotykając dna postanawia się odbić, postanawia wrócić…

No dobrze, powie ktoś z was, jemu się nie udało, ale ja potrafię pewne rzeczy przewidzieć, nie koniecznie muszę powtarzać cudze błędy.

Co na to Pan Bóg?

Pan Bóg – podobnie jak ojciec w tej przypowieści i w tym przypadku „podzieli majątek” i obdaruje cię. Na pewno nie będzie ci zabierał talentów, które ci już pozwolił rozwinąć, bo stworzył cię wolnym i szanuje twą wolność aż do tego stopnia, że również jak i temu synowi pozwoli ci odejść…

Tylko czy warto odejść…?

Czy wypada odejść…?

Czy można odejść??? I zostawić starego ojca, zabierając w dodatku to, na co pracował całe życie; czy można to zabrać tylko w imię tego, że mi się należy?

Tych samych pytań nie unikniemy również w podejściu do Boga!

Siostro i Bracie, od Boga też - podobnie jak ten marnotrawny syn od ojca - możesz odejść, możesz spróbować życia na własną rękę. Czy ci się uda? Nie wiem…

Ale zanim się odejdzie, wypadałoby się przynajmniej nieco głębiej zastanowić… czy warto, czy można, czy wypada… czy już tak naprawdę Bóg jest ci do niczego nie potrzebny? Tyle dostałeś od Niego, tyle otrzymałeś, czy to rzeczywiście nie ma dla ciebie żadnego znaczenia…?

Bardzo mnie martwi postawa młodych, gimnazjalistów, którzy tak – nie boję się użyć tego słowa – lekkomyślnie deklarują: ja nie wierzę, nie będę się modlić, bo wiara to fikcja, jestem na religii tylko dlatego, że mnie do tego zmuszają rodzice… Jest to powód do zmartwień dla nas kapłanów, ale i dla wielu rodziców, dorosłych, bo życie bez Boga, to jak życie bez ojca, życie bez tego, w którym człowiek może liczyć na wsparcie, na pomoc… Bez tego wsparcia tak łatwo wypaść z właściwej drogi. Czy warto aż tak ryzykować?

Są czasem piękne powroty, z zeszłym roku przychodzi do kancelarii młody mężczyzna – 22 lata i prosi mnie o możliwość przygotowania do bierzmowania. I dodaje jeszcze: „bardzo księdza proszę, aby mnie ksiądz nie pytał, dlaczego nie poszedłem ze swoim rocznikiem”… nie pytałem, porozmawialiśmy, przygotował się i przystąpił do sakramentu.

Pozostać przy Bogu, czy żyć na swoją rękę?

Zawsze ta druga opcja; czyli życie na swoją rękę będzie się wydawała szalenie bardziej atrakcyjna zwłaszcza przy obecnie lansowanej w dość „specyficzny” sposób wolności.

Tym bardziej, że ta pierwsza możliwość, a więc pozostanie przy Bogu, również nie jest wolna od różnych słabych punktów.

We wspomnianej przypowieści widzimy tego drugiego syna, który pozostał przy ojcu. Pewnie się musiał nim opiekować, doglądać dobytku, harować w polu, podczas gdy jego braciszek imprezował i nieźle się bawił… co zresztą wypomina później ojcu. Nie jest więc również i ta relacja z ojcem idealna. Co więcej, podczas gdy marnotrawny syn powraca, przeprasza i żałuje, wydaje się, że ten pierwszy syn również żałuje, ale że nie zgrzeszył… że i on nie postąpił jak jego brat… stał, patrzył i nie chciał wejść… i potrzeba było znowu wiele tłumaczeń ojca…

Pozostać przy Bogu, czy żyć na swoją rękę?

- Pozostać przy Bogu, ale nie ze spuszczoną miną, bo smutny chrześcijanin to żaden chrześcijanin.

- Pozostać przy Bogu, ale nie z jakimś poczuciem straty, bo „Bóg człowiekowi niczego nie zabiera, a daje wszystko”.

Benedykt XVI – Kolonia 2005

- Pozostać przy Bogu, ale umieć się również cieszyć z powrotów tych, którzy się zatracili!