ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Slide 1

Nasze spotkania

7.12.2017
Na dzisiejszym spotkaniu odwiedził nas specjalny gość, a mianowicie Święty Mikołaj. Jak za dawnych czasów Mikołaj obdarowywał ludzi prezentami, tak i nas obdarował dziś różnymi prezentami, ale żeby nie było tak łatwo to dla każdego pomocnicy Świętego Mikołaja przygotowały różne zadania. Więcej…

Nasze inicjatywy

Chata na Zagrodach

Niedziela Chrztu Pańskiego

Opublikowano: niedziela, 12, styczeń 2014 15:34

/Pcim 2014

Myśląc o chrzcie Jezusa mamy przed oczyma scenę Jezusa stojącego w wodzie Jordanu i Jana Chrzciciela polewającego Mu głowę. Trochę wnikliwsi powiedzą jeszcze o Duchu w kształcie gołębicy i głosie Boga Ojca z nieba: „Ten jest Syn mój umiłowany…”

Zaś mówiąc o własnym chrzcie w kościele przychodzą na myśli zdjęcia pokazywane nam w dzieciństwie przez rodziców, mniej lub bardzie dokładne opowieści rodziców, ciotki, chrzestnej, czy innych bliskich. Nieraz jeszcze wspomnienia z imprezy, która się po chrzcie odbyła, być może nawet przechwałki, ile to wtedy flaszek obalono, bo się rodzina zjechała.

Tymczasem niezmiernie rzadko, albo nawet w niejednym przypadku wcale się nie wspomina, bliscy nie przekazują tego swoim podopiecznych, rodzice i chrzestni swoim dzieciom; że dzień chrztu, był to dzień zasadzenia ziarna wiary!
Dzień chrztu – to dzień narodzin dla Boga.
Dzień chrztu, to dzień dotknięcia łaską!
To dzień, w którym przed człowiekiem otwiera się perspektywa nieba.
To wreszcie dzień, w którym stałem się chrześcijaninem!


Kilka lat temu w Kalwarii byłem z grupą Oazy i po przejściu dróżek poszliśmy do domku pustelnika.

Gdy po zastukaniu do drzwi pustelni wyszedł do nas pustelnik, boso i w szarym płóciennym habicie wówczas dzieci zaczęły zadawać mu bardzo różne pytania. Jedno z nich brzmiało: ile pustelnik ma lat? Odpowiedział im wtedy, że - już nie pamiętam dokładnie - ale ok. 12-15. Wywołało to wielkie zdziwienie, bo wyglądał na sporo po 50-tce. I on widząc to zaczął im tłumaczyć: 12, czy 15 lat temu przyjąłem chrzest i swoje lata liczę od tego właśnie momentu. O reszcie nie warto wspominać.


Bracie i Siostro,
Dzień chrztu twojego dziecka, to dzień zasadzenia ziarna wiary!
Dzień chrztu, to dzień w którym to ziarno zaczyna się rozwijać.
Dzień chrztu w przypadku osoby dorosłej, to dzień, w którym zasadzone ziarno wiary zaczyna wydawać owoce.

Jan nad Jordanem nie chrzcił dlatego, bo potrzebował i pragnął wielkich ceremonii. Nie robił tego dla imprezy, na pokaz, chociaż jak wiemy chrzest ten wzbudzał zainteresowanie.
Jan wołał: nawracajcie się, uwierzcie, że Mesjasz jest już wśród was i niebawem się objawi, przygotujcie się, aby Go rozpoznać, gdy nadejdzie. I ci, którzy wyrazili gotowość zmiany życia, rozpalili w sercu pragnienie, aby Go przyjąć, otrzymywali od Jana chrzest w rzece Jordan.

Podobnie jest dzisiaj z sakramentem chrztu w Kościele. Do chrztu dopuszcza się ludzi, w sercu których zaczyna rozwijać się wiara. Wiara ta jest następnie kształtowana i rozbudzana w okresie przygotowania, który się nazywa katechumenatem i trwa on najkrócej rok, czasem dwa, trzy, czy nawet więcej. Kościół ma specjalne ośrodki katechumenalne, w naszej diecezji w Krakowie przy kościele św. Marka, gdzie siostry jadwiżanki, księża i wierni świeccy prowadzą takie przygotowanie. Po okresie przygotowania osoba przyjmuje chrzest, który rozpoczyna w jej życiu etap pogłębiania wiary.

I w tym momencie w waszych umysłach wręcz krzyczy już zapewne konstatacja: ale jak to? Przecież zostałem ochrzczony przy tej lub innej chrzcielnicy jako małe dziecko.
No właśnie, pewnie prawie wszyscy, albo wszyscy otrzymaliśmy chrzest jako dzieci… w takim wieku, że nawet nie pamiętamy tego.

Otóż w Kościele od pierwszych wieków udzielano chrztu osobom dorosłym oraz także dzieciom i niemowlętom. Argument przemawiający za tą okolicznością był zasadniczo jeden. Chrześcijanin będąc sam ochrzczony i świadomy wielkości daru, jaki otrzymał w momencie chrztu, pragnął, aby jego dziecko i jego rodzina już od najwcześniejszych chwil miała dostęp i udział w tym, co on sam posiadał. Dlatego szedł i prosił o chrzest dziecka zobowiązując się zarazem, że uczyni wszystko, co w jego mocy, aby otrzymane we chrzcie dary duchowe w życiu tego dziecka rozwinąć i pogłębić, bo widział, jak ważne są one w jego życiu!

Tak też jest (a czasem, trzeba by powiedzieć, że powinno być, bo nie zawsze jest) dzisiaj w Kościele.
Rodzice świadomi niesamowitej wartości, którą jest wiara, przychodzą prosić o chrzest swojego dziecka, bo chcą tę swoją wiarę przeżywać z nim na co dzień w pełni! Zobowiązują się wobec Boga i Kościoła, że zrobią wszystko, aby dać swojemu dziecku żywy przykład tej wiary przede wszystkim osobistym świadectwem życia.

Kochani, siedząc w kancelarii i wpisując do księgi chrztów  zgłaszane dzieci, miałem w minionych latach nieraz bardzo poważne wątpliwości.
Z czego one wynikały?
Ano z tego, że rozmawiając z ich rodzicami nieraz są naprawdę nikłe szanse, iż dadzą oni swym dzieciom przykład żywej wiary!
Z bardzo prostego powodu! Otóż sami nie żyją wiarą. Traktują wybiórczo przykazania, sakramenty, prawdy wiary, nie mówiąc już o moralności…
Żyją bez sakramentów, latami bez spowiedzi, bez małżeństwa, chociażby mogli je zawrzeć, bez Komunii, a więc wiara karłowata; coś tam, gdzieś tam…
Sami świadomie i dobrowolnie żyją bez sakramentów, a strasznie pragną sakramentu dla dziecka! Wiara wybiórcza!

Zastanawiałem się czasem, czy jest sens i jak zadawać pytanie przewidziane w rytuale,: czy wyrzekacie się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych? – skoro wiem, że i tak na dobrą sprawę nic nie zamierzają zrobić ANI ZMIENIĆ…

Św. Hipolit Rzymski w Tradycji Apostolskiej ok. 215r. pisze tak:
Kandydatów do chrztu przyprowadzali do prowadzącego poręczyciele, którzy przedstawiali ich nauczycielowi. Ten zaś badał motywy ich prośby o chrzest. Jeśli kandydat zajmował się np. malowaniem, lub rzeźbieniem bóstw i nie chciał tego zaprzestać, nie zostawał przyjęty do udziału w katechizacji. Podobnie postępowano przypadku do gladiatora, łapacza zwierząt w cyrku i innych niegodnych zajęć i zachowań. (…) Powinni oni albo porzucić zawód, albo odejść. Dopiero jeśli kandydat spełniał stawiane wymagania, zostawał dopuszczony do katechumenatu.

Bracia i Siostry,
Wiara to nie fikcja, wiara przekłada się na życie. To nie tylko pysty rytuał; chrzest, I Komunia itp.
O. Jan Góra pisze w jednej z książek, że: dzisiaj mamy wielu konsumentów wiary. Ludzi porównujących usługi religijne, a niezdolnych do zaangażowania, do wzięcia na siebie odpowiedzialności, do uczestnictwa.
W wyniku tego wiara staje się niczyja...

Dlatego potrzeba zamieszkać w wierze, zadomowić się w wierze. Wiary nie można zamykać w obrębie osoby, to moja osobista sprawa… Wiarą winniśmy się dzielić jak chlebem, ochraniać i bronić bo jest wartością!
Przyniosłeś dziecko do chrztu, to twoim zadaniem jest nauczyć go wiary, pokazać mu jak tą wiarą żyć.

Przeraża mnie, gdy czasem słyszę z ust rodziców: a jest już duży, niech sam decyduje.
Jest może i duży, ale ty nadal jesteś jego ojcem, czy matką!
I powinieneś wiedzieć, że inaczej się wychowuje dziecko kilkutygodniowe, czy roczne, bo go trzeba ukoić, przewinąć, ukołysać do snu i wiarę przekazywać przede wszystkim przez miłość.
Inaczej się wychowuje dziecko w wieku lat 6, czy 8, bo go trzeba oprać, pomóc się spakować do szkoły, pomóc odrobić lekcje zrobić kanapkę i nauczyć pacierza.
Inaczej się podchodzi do nastolatka i inaczej do człowieka dorosłego. Ale ojcem i matką się pozostaje do końca życia! I z troski o jego wiarę nie zostajesz zwolniony nigdy! Inaczej ta troska już będzie wyglądać gdy on ma lat 30, niż wtedy gdy miał 3, ale to cię od niej nie zwalnia. Czasem może to już pozostanie tylko wskazówka i zawsze modlitwa. …Św. Monika modliła się 30 lat o nawrócenie swojego syna.

Mówisz, że teraz już niech sam sobie decyduje w sferze wiary, a czy równie obojętne ci jest, to gdzie i z kim będzie mieszkał? Jakie życie będzie prowadził? Czym się zajmował, ile pieniędzy zarabiał?

Wszyscy przyjęliśmy chrzest.
Bądźmy ludźmi odpowiedzialnymi za przekazaną nam wtedy wiarę!

Amen!