ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Slide 1

Nasze spotkania

03.09.2017
Na pierwszym spotkaniu w nowym roku formacyjnym omówiliśmy program i grafik tegorocznych spotkań, oraz kalendarz wydarzeń. Najbliższe większe wydarzenia to:

Więcej…

Nasze inicjatywy

Chata na Zagrodach

Chrystus to nie ktoś, kto podcina skrzydła, ale Ten, który daje nadzieję!
- III kazanie pasyjne - Pcim 2014

Rozważając mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa w staropolskim śpiewie Gorzkich Żali przeżywamy dramat, którego doświadczył Jezus podczas swych ostatnich chwil życia na ziemi. Widzimy wielkie cierpienie Jezusa, ale i niesamowicie wytrwałe, pomimo wielu przeszkód kroczenie krzyżową drogą. Widzimy Jezusa ograniczonego przez żołnierzy, z krzyżem na ramionach, z koroną cierniową na głowie, wreszcie Jezusa na krzyżu umierającego, mimo, że całe swoje życie nauczał i czynił zupełnie coś odwrotnego: zrzucał z ludzi ograniczenia i choroby, leczył, uzdrawiał, uwalniał od słabości i od mocy złych duchów. Teraz sam będąc tak bardzo ograniczony przez złowrogie siły tego świata idzie w stronę Golgoty i staje na jej szczycie nadal wskazując nam drogę, ostateczną drogę, której celem jest spotkanie z swoim i naszym Ojcem.

Chrystus to nie ten, co ogranicza, ale Ten, który wskazuje drogę!

Siostry i Bracia,
Chrześcijaństwo to nie karykatura rzeczywistości, a życie Jezusa i życie każdego z nas to nie komiks! Chrześcijaństwo to doświadczenie samej istoty życia, chrześcijaństwo to, mówiąc językiem współczesnej młodzieży – czysty real, to doświadczenie rzeczywistości, czasem trudnej rzeczywistości, z którą się stykamy, nie żyjemy gdzieś na odosobnionej wyspie szczęśliwości, czy w zamknięciu i izolacji, ale jesteśmy na świecie.
Jesteśmy w świecie, chociaż jak powie św. Jan Apostoł, jesteśmy zarazem nie z tego świata. Bo bariery tego świata dzięki wierze, nie ograniczają nam horyzontu i tym się właśnie różnimy od innych, zwłaszcza od niewierzących! Naszym przewodnikiem jest Chrystus, On wskazuje nam drogę i On też dodaje nam skrzydeł! Od Niego czerpiemy swą życiową moc, i On jest Tym, który jest naszą nadzieją!


Chrystus to nie ktoś, kto podcina skrzydła, ale Ten, który daje nadzieję!

Przy tym temacie pozostańmy  na chwilę. Wyuczyliśmy się pewnie już kiedyś tam, ucząc się małego katechizmu, że mamy 3 cnoty Boskie: wiarę, nadzieję i miłość. Niby to wiemy, ale rzadko się nad tym zastanawiamy.
Czym jest zatem nadzieja? W świecie często słyszymy, że jest matką głupich…
W katechizmie czytamy, że jest cnotą. Wyraz „cnota” rzadko kiedy dzisiaj jest również używany w poprawnym jego znaczeniu, ale to jest już temat na kiedy indziej. W każdym razie z poprawnego jego znaczenia, możemy się dowiedzieć, że nadzieja skoro jest cnotą, to jest ona zdolnością przerastającą czysto ludzkie możliwości.

Czy dzisiejszy człowiek jest zdolny do nadziei?

To zależy jakie ta nasza nadzieja ma podłoże;

- Jeśli czysto ludzkie, jeśli swoją nadzieję pokładamy tylko w dobrach tego świata, w bogactwie, w pieniądzu, itp… to nasza nadzieja jest bardzo ulotna, podobnie jak wyżej wspomniane rzeczy. Dziś są, dziś posiadamy, ale za chwilę ich może nie być i wówczas w życiu zamiast nadziei pojawia się rozpacz i brak perspektywy na cokolwiek. Możemy często obserwować ludzi, robiących błyskawicznie karierę, w krótkim czasie wybijających się niesamowicie wysoko w hierarchii świata, ale później równie szybko upadających jeszcze niżej i kończących marnie swój żywot. Tak zdarza się często, jeśli tylko nabyte dobra są dla człowieka źródłem nadziei.

- Są ludzie, którzy swą nadzieję złożyli w innych, w rodzinie, małżeństwie, mają nadzieję na pomoc przyjaciół, bliskich znajomych. Jest to już pewniejsza „inwestycja” o ile ci, w których pokładamy naszą nadzieję rzeczywiście w razie potrzeby okażą ludzką twarz! Mogą to zrobić, ale nie muszą, bo znów widzimy sytuacje, jak niejednokrotnie ktoś miał nadzieję, że kolega, znajomy, czy ktokolwiek inny pomoże, doradzi, a gdy przyszło co do czego, to  okazywało się inaczej; że zostaliśmy sam na sam z naszym problemem, chorobą, etc…

Czy zatem warto być człowiekiem nadziei, skoro tak często te nasze nadzieje pozostają zupełnie bez pokrycia?

Warto, ale musimy sobie powiedzieć otwarcie, że wtedy, gdy pierwszym podmiotem naszych nadziei jest Bóg! I tutaj jasno trzeba powiedzieć, że podstawową sprawą jest to, jak każdy z nas ułoży sobie hierarchię wartości. Jeżeli wyżej aniżeli Boga w swojej hierarchii wartości postawi pieniądze, wykształcenie, sławę, czy karierę, to trudno później płakać, że w pewnym momencie zaczyna widzieć, że traci nadzieję, zostaje sam jak palec, mimo, iż wokół pełno ludzi, ale zupełnie nie zainteresowanych jego problemem – bo ludzkie i światowe nadzieje są często zawodne, okazuje się, że pozostają bez pokrycia.
Ilu mamy takich; całe życie tyrał, bo syn musi skończyć najlepsze studia, bo córce musi wybudować dom, z którego nawiasem mówiąc nie ma żadnej pewności, że będzie zadowolona, bo jeszcze trzeba dobry samochód… itp., itd.. a Pan Bóg gdzieś tak na szarym końcu, czasem sobie o Nim coś tam przypomniał; w Wielką Sobotę z koszykiem do święcenia przyszedł i niech to wystarczy…
A gdy świat się wali, gdy ludzkie nadzieje zawodzą – wówczas pretensje do Boga.
- Panie Boże gdzie Ty jesteś? Jak możesz do tego dopuścić? Przecież tyle dobrego zrobiłem!
- Tak, może i zrobiłeś. Ale w czym pokładałeś swoje nadzieje? Na pewno we Mnie? Pracowałeś w niedziele, brałeś nadgodziny, choć wcale nie musiałeś, kosztem uczestnictwa we Mszy świętej. Jeździłeś z dziećmi wędkować, zamiast ich pacierza i zachowywania przykazań nauczyć, bo przecież one są twoją nadzieją. Gdzie one są teraz?! Czemu do nich nie masz pretensji, albo do siebie?

Bracia i Siostry, trzeba sobie zadawać często to jedno z fundamentalnych pytań; w kim, lub w czym tak rzeczywiście pokładam nadzieję! I jeśli dostrzegę, że coś, lub ktoś, jest w moim życiu ważniejszy niż Bóg, no to trzeba czym prędzej coś z tym zrobić! Nie chcę w tym miejscu pomniejszać roli naszych bliskich, zwłaszcza rodzinnych więzi, bo, jeśli ktoś Boga kocha, to i drugiego kochać będzie! Natomiast jeśli coś staje się ważniejsze niż Pan Bóg, i w tym czymś pokładamy naszą nadzieję, to bardzo szybko możemy stać się bałwochwalcą. Grzech bałwochwalstwa polega na tym, gdy coś, lub ktoś staje się w naszym życiu ważniejszy od Pana Boga. Gdy bardziej ufamy własnym siłom, zdolnościom niż Jemu. Gdy ważniejsze niż zaufanie Bogu jest to, co napiszą w horoskopie, lub to, co wyjdzie z kart, czy co powie wróżka…

Pragnę was dzisiaj gorąco zachęcić do głębokiego i szczerego zaufania Panu Bogu. Do tego, aby Bóg stał się i był waszym największym pragnieniem, waszą nadzieją! By wam do tego odwagi nie zabrakło! Jeśli nawet do tej pory było czasem inaczej, to zawsze można i warto to zmienić. Bóg nas może przemienić.
Pamiętajmy, że Bóg często rozpoczyna przemianę ludzkiego życia od rozpalenia w sercu człowieka promyka nadziei. Można przytoczyć tu choćby przykład Zacheusza, człowieka, który już sam nie wierzył, że może się zmienić. Gdy jednak zobaczył Jezusa, odnalazł nadzieję.  W dzisiejszej Ewangelii zapala serce do wiary i napełnia nadzieją samarytankę przy studni. Nasz Pan działa podobnie również i dziś. Rozpoczyna od napełnienia nadzieją ludzkiego serca. Ale bez twojego otwarcia, bez twojego przyzwolenia nic nie może zrobić…
    
Spotykam czasem ludzi, którzy boją się Bogu zaufać!
    Nie bójmy się! Bł. Jan Paweł II wołał w jednym ze swych przemówień; „nadzieja nie jest próżnym optymizmem, podyktowanym przez naiwne przekonanie, że przyszłość będzie na pewno lepsza niż przeszłość. Nadzieja i ufność są przesłanką odpowiedzialnego działania, a siłę czerpią z ukrytego sanktuarium sumienia, w którym człowiek przebywa sam z Bogiem i dzięki temu może doświadczyć, że nie jest samotny wobec zagadek istnienia, gdyż towarzyszy mu zawsze miłość Stwórcy!” (Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Nowy Jork, 5 X 1995r.)
Nie bójmy się zaufania Bogu, niech On będzie rzeczywiście naszą nadzieją!

Pewien duchowny zapytał człowieka pogrążonego w rozpaczy:
- Czy zna pan ludzi, którym jest pan gotów bezgranicznie zaufać?
Odpowiedział mu: tak.
- A czy byłby pan w stanie zaufać Bogu tak jak im? – pytał dalej duchowny.
- Chyba tak – odpowiedział już znacznie mniej pewnym głosem ów człowiek.
- Słuchaj zatem – ciągnął dalej duchowny – Bóg mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Weź więc Boga za słowo i nie trać nadziei.
Z tą piękną zachętą chcę i ja was dziś zostawić: weź Boga za słowo i nie trać nadziei!
Amen.